fbpx

Dlaczego jedne samochody po latach są warte więcej od innych? Rządzi tym nie przypadek, a konkretne reguły

W maju 2022 roku Mercedes 300 SLR z 1955 roku został sprzedany za kwotę bliską 600 milionów złotych. Dlaczego akurat on i za aż tyle? To skutek działania konkretnych reguł, które kształtują również wartość rzadkiej wersji Renault Clio czy Fiata 126p. Poznaj te zasady, a przygoda z samochodami klasycznymi przyniesie Ci nie tylko satysfakcję, ale i wymierne korzyści.

5 maja 2022 roku muzeum Mercedesa w Stuttgarcie wyjątkowo było zamknięte. Pośród aut z fabrycznej kolekcji tego dnia odbył się obiad, na który niemiecki gospodarz zaprosił kilku najzasobniejszych kolekcjonerów samochodów zabytkowych z całego świata. Ich spotkanie przeszło do historii, ponieważ w jego wyniku jedna z obecnych przy stole osób zakupiła Mercedesa 300 SLR „Uhlenhaut coupé” za rekordową sumę 135 milionów euro, czyli równowartość blisko 600 milionów złotych. To absolutny rekord jeśli chodzi o cenę samochodu. Mało tego, to nawet jeden z dziesięciu najdroższych przedmiotów w historii ludzkości, jakie kiedykolwiek zostały zakupione na aukcji.

Dlaczego akurat ten – obiektywnie mówiąc, nawet przecież nie najbardziej znany – model Mercedesa osiągnął taką wartość? By odpowiedzieć na to pytanie, potrzebne są pewne nieoczywiste pytania pomocnicze: Dlaczego akurat ten egzemplarz? Dlaczego akurat teraz? Dlaczego akurat temu klientowi? Rynek samochodów klasycznych to bowiem przedziwny świat, który trudno zrozumieć… ale można próbować. Kto opanuje tę sztukę najlepiej, w przeciągu paru lat może liczyć na stopę zwrotu jakiej nie da mu nawet Bitcoin. I nie potrzeba do tego od razu budżetu liczonego w milionach – wystarczy w tysiącach.

Zdjęcie: materiały prasowe

Powody ważne, ale nie zawsze racjonalne

Wartość samochodów kształtuje szereg czynników. Dużo warte są te samochody, które są wyjątkowo dobre pod jednym względem, naprawdę dużo te, które są nieprzeciętne w wielu z nich, a najwięcej te, które są na szczycie we wszystkich. Nie jest to proste, bo nie wszystkie czynniki są stałe i racjonalne.

Podstawowym jest rzadkość występowania. Przywoływany Mercedes-Benz 300 SLR Coupé został zbudowany w 1955 roku na zlecenie dyrektora technicznego Rudolfa Uhlenhauta w zaledwie dwóch kopiach i przez kolejne 67 lat żadna z nich nie była oferowana na sprzedaż. To akurat ekstremalny przykład, ale każde auto, którego populacja jest ograniczona w jakiś sposób, ma szansę stać się obiektem kolekcjonerskim. Dziś na takiej samej zasadzie rośnie wartość Renault Avantime, który nie został doceniony za swoich czasów, albo pierwszego BMW M3 generacji E30, których po prostu do dzisiaj mało przetrwało ze względu na fantazję właścicieli…

Dany samochód nie musi być jednak rzadki, by wzbudzać pożądanie. Drogę do wysokich wartości może mu otworzyć znaczenie historyczne, które najczęściej jest powiązane ze stopniem innowacyjności. Z tego powodu na szczególną pozycję na rynku może liczyć zarówno McLaren F1, który powstał w zaledwie 106 egzemplarzach, jak i Volkswagen T1 „Bulli”, którego wyprodukowano łącznie w 1,8 miliona sztuk. Każdy z nich ze względu na określone innowacje przeszedł do historii nie tylko w wymiarze inżynieryjnym, ale nawet i społecznym.

Zdjęcie: Andrzej Cieplik

To prowadzi do kolejnego ważnego, a trochę nieracjonalnego czynnika, czyli sentymentu kupujących. Jedna z najprostszych zasad na rynku mówi, że najwięcej w danej chwili warte są te samochody, na których wychowali dzisiejsi 40- czy 50-latkowie. Jeśli jako dzieci marzyli o danym aucie, to w końcu doczekali się momentu, w którym mogą te marzenia spełnić. Dlatego też dzisiaj złoty okres przeżywają takie samochody jak Ferrari Testarossa czy F355, a za kilka lat zacznie się czas hossy dla dziś trochę zapomnianych 550 Maranello czy 360 Modena… W świecie przyziemnej motoryzacji dokładnie ta sama ludzka słabość kształtuje wartość Fiata 126p.

Nazywam sentyment słabością, bo potrafi on wybaczyć wiele braków. Jeszcze więcej, jeśli zadziała kolejny ważny element, czyli… uroda auta. Tak jak w przypadku ludzi – i właściwie jakimkolwiek innym – ładni są bardziej w cenie. W przypadku motoryzacji kolekcjonerskiej widać to gołym okiem. Za dowód niech posłuży chociaż oferta Ferrari z roku 1973. Wtedy to na rynku obecne było jeszcze Dino 246 GT, ale i następca – nowszy, czyli lepszy i droższy – Dino 308 GT4. Dziś jednak to ten pierwszy model jest warty wiele więcej. Dlaczego? Wystarczy na nie popatrzeć… Ta sama sytuacja dotyczy również cen kolejnych generacji Jaguara E-Type (pierwszy był najładniejszy) czy też Austina-Healeya Sprite’a. Czy potrafisz nie polubić samochodu, który się do Ciebie tak słodko uśmiecha?

Zdjęcie: Karol Filipiak

Pochodzenie, czyli historia

W dzisiejszym świecie najważniejsze są historie. To nimi działy marketingu wielkich firm próbują nam sprzedać wszystko od luksusowego zegarka po pierogi z dyskontu. Chcesz więcej zarobić na swoim samochodzie? Bądź jak oni: inwestuj w te samochody, które mają ciekawą historię do opowiedzenia.

Tę historię daje pochodzenie. Może być ona związana z samym producentem. Wartość danego modelu w dużej mierze kreuje jego marka. W tej kategorii niepodzielnie króluje Ferrari. Na ten status legendarna firma z Maranello zapracowała niezwykłymi historiami: życia charyzmatycznego założyciela, dekadami zwycięstw w najsłynniejszych wyścigach, w końcu sukcesami rynkowymi kultowych modeli. To dlatego dziś właściwie każde Ferrari „za zasługi” będzie zauważalnie bardziej wartościowe niż porównywalny odpowiednik ze znaczkiem Aston Martina, Lotusa czy McLarena, a i nowe modele będą utrzymywały lepszą wartość rezydualną. Mercedes-Benz może dziś dzierżyć tytuł najdroższego samochodu w historii, ale w klasyfikacji tej różne modele Ferrari zajmują sześć kolejnych miejsc.

Zdjęcie: Andrzej Cieplik

Z powodu bardziej interesującej historii do opowiedzenia bardziej w cenie będą modele z limitowanej, albo przynajmniej rzadkiej edycji, albo takie, które w przeszłości należały do jakiejś znanej osobistości (najlepiej bliskiej sercu potencjalnego klienta). To szczególne kwestie związane z historią auta, przez którą w przypadku wozów kolekcjonerskich rozumie się nie tylko sposób jego serwisowania w przeszłości i wypadkowość, ale na przykład udział w wyścigach lub innych ważnych wydarzeniach.

Jeśli chodzi zresztą o stan techniczny, to w przypadku motoryzacji klasycznej naprawiony, wypucowany egzemplarz nie zawsze znaczy lepszy. Wyobraźnię rynku dużo bardziej rozpali nieruszany od 60 lat wrak, którego przypadkiem odkryto w jakiejś szopie. W takim samochodzie można liczyć na wyższy stopień oryginalności i kompletności. Każdą część samochodu można w końcu zregenerować, ale szanse na uzyskanie oryginalnego zamiennika są już dużo niższe, czasem bliskie zeru.

Zdjęcie: Andrzej Cieplik

Może prowadzić to do absurdalnych wręcz sytuacji. Na przykład Ferrari F50, które przebywa w kolekcji La Squadry, zachowane jest w perfekcyjnie oryginalnym stanie. Wlicza się w to obecność między innymi fabrycznej instrukcji obsługi, zapasowych kluczyków czy skrzyni, która służy do przetrzymywania zdejmowanego dachu. Z logicznego punktu widzenia jeden kluczyk czy drewniana skrzynia nie mają prawa być warte wiele, ale są to przedmioty, za które kolekcjonerzy z całego świata są gotowi zapłacić majątek. Zaiste dziwny to świat, ale przez to tym ciekawszy i bardziej uzależniający, gdy już się w niego wciągniesz…

czytaj także

Samochody
Sklep
Kontakt
Menu