fbpx

Agata Smółka: Na głęboką wodę!

Po kilkunastu miesiącach przygotowań: testów pod okiem instruktora, startów w Club Challenge i treningów fizycznych, Agata Smółka jest gotowa na nowe wyzwanie – mistrzostwa Ferrari Challenge. Poznajcie pierwszego kierowcę zespołu wyścigowego Ferrari Katowice!

Jakie emocje towarzyszyły ci na starcie pierwszego wyścigu?

Oczekiwanie. Nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu rozpocznie się wyścig! Na szczęście przed pierwszym startem miałam okazję zobaczyć na żywo start kierowców z Trofeo Pirelli, więc miałam jakieś pojęcie, jak to wygląda. Ale i tak to wszystko było dla mnie nowe.

W początkowej części sezonu miałaś okazję doświadczyć różnych emocji…

Każdy weekend wyścigowy to intensywna nauka. Pierwszy wyścig minął niesamowicie szybko. Nawet się nie zorientowałam, kiedy dojechałam do mety i było po wszystkim. Poczułam tylko złość, że dałam się tak łatwo wyprzedzić na starcie. Drugi start w Mugello poszedł mi już lepiej, chociaż w pierwszym zakręcie było zamieszanie, ktoś uderzył w moje lusterko… Nie udało mi się wyprzedzić samochodu przede mną, ale i tak po raz pierwszy stanęłam na podium! W Silverstone warunki były bardzo trudne – w pierwszych kwalifikacjach przytrafiła mi się kraksa i odnotowałam niezbyt satysfakcjonujący start. Drugiego dnia udało mi się jednak pozbierać i zaliczyłam całkiem udany wyścig. A teraz w Spa wszystko działało jak należy, co przełożyło się na dwa miejsca na podium w Shell AM.

Jak to się w ogóle stało, że zaczęłaś startować w wyścigach?

Zawsze kochałam szybko jeździć. Uwielbiam moc, ostre ruszanie na światłach, dynamikę… Kiedy mogłam sobie już pozwolić na jazdę sportowymi samochodami, zaczęłam brać udział w szkoleniach i  testach organizowanych przez producentów: m.in. Lamborghini, Astona Martina czy Ferrari. Jeździłam na torach europejskich pod okiem instruktorów, brałam udział w szkoleniach z jazdy na lodzie i śniegu, ale ciągle było mi mało. Dlatego zaczęłam myśleć o startach w wyścigach.

Jak przygotowywałaś się do pierwszych startów?

Jeżdżąc, jeżdżąc i jeszcze raz jeżdżąc… (śmiech). Trenowałam na torach w Polsce i za granicą. Bardzo pomogły mi indywidualne treningi z Mateuszem Lisowskim. Ale najlepszą szkołą był udział w Club Challenge – otwartej serii zawodów dla amatorów, towarzyszącej Ferrari Challenge. To była prawdziwa nauka, nie tylko szybkiej jazdy, ale przede wszystkim rywalizacji na torze, ścigania się koło w koło z innymi zawodnikami i pracy z mechanikami.

Dlaczego akurat Ferrari Challenge?

Trochę z przypadku, trochę z wygody. Mieszkam na Śląsku i zawsze miałam blisko do salonu i serwisu Ferrari. Zaprzyjaźniłam się z ekipą Ferrari Katowice i kiedyś rozmowa zeszła na wyścigi… A potem już szybko poszło! (śmiech) Oni są bardzo zaangażowani w rozwój marki w Polsce i pamiętają o wyścigowych korzeniach Ferrari. Dlatego bardzo promują wszystko, co jest związane ze ściganiem się na torze. A ja, dążąc do sportowej jazdy i startów, szybko zorientowałam się, że najlepszym wyborem będzie właśnie Ferrari Challenge to niesamowite wydarzenie, łączące sport na bardzo wysokim poziomie, emocje, adrenalinę i duże zmęczenie fizyczne.

Jeździłam na torach europejskich pod okiem instruktorów, brałam udział w szkoleniach z jazdy na lodzie i śniegu, ale ciągle było mi mało. Dlatego zaczęłam myśleć o startach w wyścigach.

Jakie było twoje pierwsze auto?

Zaczęłam od malucha, czyli też samochodu z grupy Fiata (śmiech). To było podczas kursu na prawo jazdy – później miałam wiele samochodów różnych marek. Także takich bardzo sportowych i luksusowych. Teraz na co dzień jeżdżę zwyczajnym samochodem. Jazdę sportową i balansowanie na granicy bezpieczeństwa zostawiam sobie na tor.

Wyścigi to wymagający sport – jak wyglądają twoje przygotowania?

Od roku nieustannie pracuję nad kondycją fizyczną – trenuję z instruktorami, ćwiczę na siłowni… Przed sezonem dwa razy w miesiącu brałam udział w 2-3-dniowych treningach w Bednarach. Pomogły mi obyć się z rywalizacją, radzić sobie z presją i poczuć atmosferę wyścigów. Podobnie było z wyścigami Club Challenge w ubiegłym roku. Do tego pracuję z ekipą z mojego zespołu: oglądam i analizuję on-boardy, ćwiczę w symulatorze… Rozmawiam też z inżynierami i innymi kierowcami.

Co chcesz osiągnąć w motorsporcie?

W sezonie 2018 chcę wygrać klasę Shell-AM. Po pierwszych wyścigach wiem, że to będzie zacięta rywalizacja. Wiem, że to mój pierwszy sezon w profesjonalnych wyścigach, ale chciałabym być w czołówce klasyfikacji generalnej. Ale oczywiście moim marzeniem jest iść dalej i jeździć np. w FXX.

Czy kobieta ma szanse na sukces w motorsporcie?

Oczywiście, że tak! To, że w tej dziedzinie jest mniej kobiet, wynika moim zdaniem z tego, że dopiero od niedawna mają do niej dostęp. Wcześniej motorsport był zarezerwowany dla mężczyzn. Ale coraz częściej słyszy się nazwiska kobiet, które całkiem nieźle radzą sobie w wyścigach. I to nie tylko za kierownicą: są mechanikami, szefami teamów, zarządzają w motoryzacji.

Czy jako kobieta spotykasz się z innym traktowaniem na torze?

Nie miałam okazji tego odczuć. Traktujemy się wzajemnie jak profesjonaliści i bardzo mi się to podoba. Nie ma znaczenia, kto siedzi za kółkiem. Liczy się to, czy jestem szybsza i lepsza. Wyprzedzania na torze – gdy zbliżasz się do rywala i potem widzisz, jak zostaje za tobą – nie da się porównać z żadnymi innymi emocjami!

czytaj także

Samochody
Sklep
Kontakt
Menu