12 lipiec 2019

Samochód miesiąca: Ferrari 275 GTS/4 N.A.R.T. Spyder – z wiatrem we włosach

Miało powstać 25 egzemplarzy tego modelu, ale słabe wyniki sprzedaży sprawiły, że produkcja zakończyła się po dziesiątym samochodzie. Dziś Ferrari 275 GTS/4 N.A.R.T. Spyder jest poszukiwane przez kolekcjonerów, gotowych zapłacić za niego rekordowe kwoty.

Fotografie: Ferrari, RM Sotheby's

Rodzina Ferrari 250 była niezwykle udana, ale na początku lat 60. XX w. jej czas powoli zaczął się kończyć. Ostatni model z tej serii – zaprezentowane w 1962 r. 250 GT Berlinetta Lusso – było produkowane zaledwie przez dwa lata. W 1964 r., podczas salonu samochodowego w Paryżu pokazano jego następcę.

Ferrari 275 GTB było zupełnie nowym autem. Choć konstrukcja ramy podwozia była dość podobna do tej z modeli 250, 275 miało nowe, niezależne zawieszenie tylnej osi. Po raz pierwszy w drogowym Ferrari zastosowano skrzynię biegów i przełożenie główne zamocowane na tylnej osi, w układzie trans-axle. Zaprojektowane przez Pininfarinę nadwozie nawiązywało bardziej do 250 GTO, niż do lekkiego, filigranowego Lusso. Muskularne linie, masywny tylny słupek, tył nadwozia ze zintegrowanym spojlerem podkreślały osiągi silnika. Jednostka z rodziny Colombo została powiększona do 3,3 l. i osiągała moc 280 KM.

Razem z berlinettą zadebiutowała otwarta wersja – 275 GTS. Choć miała to samo podwozie, charakteryzował ją nieco słabszy (o 20 KM) silnik i zupełnie inne linie nadwozia. Spider był bardziej klasyczny, nawiązujący bardziej do Ferrari 250 GT California Spyder.

W 1966 r. Ferrari pokazało model 275 GTB/4. Czwórka w nazwie oznaczała liczbę wałków rozrządu – po dwa na każdy rząd cylindrów. Pozwoliło to wycisnąć z silnika 300 KM. Nowy samochód przeszedł drobne zmiany stylistyczne, zrezygnowano też z wersji kabrio – jedynym otwartym modelem w ofercie marki było więc Ferrari 330 GTS, z większym silnikiem i dużo bardziej komfortowym charakterem.

Amerykański przedstawiciel Ferrari Luigi Chinetti uważał, że w jest to luka, którą trzeba zapełnić. Zwrócił się więc do Enza z prośbą o zaprojektowanie i produkcję kilkudziesięciu egzemplarzy 275 GTB bez dachu. „Il Commendatore” sceptycznie odniósł się do tego pomysłu, ale ujrzawszy projekt Scagliettiego dał się przekonać.

Scaglietti pozostawił linie berlinetty niemal nie zmienione, modyfikując tylko tylną część samochodu. Stworzona przez niego sylwetka była elegancja, ale dynamiczne – dużo bardziej agresywna niż fabryczne 275 GTS. Mimo braku dachu samochód zachował wystarczającą sztywność, bez dodatkowych wzmocnień. Aby podkreślić specjalny charakter tej serii, wszystkie wyprodukowane egzemplarze miały z tyłu logo zespołu North American Racing Team.

Chinetti planował produkcję 25 egzemplarzy, z których każdy miał być wystawiony na sprzedaż za 14 tys. dolarów. Pierwszy egzemplarz – z aluminiowym nadwoziem – trafił od razu na tor wyścigowy, bo potwierdzić jego osiągi. Mimo to sprzedaż tych samochodów szła opornie i po 10 samochodach Chinetti i Ferrari zdecydowali o zakończeniu tego projektu.

Prasa motoryzacyjna przyjęła samochód entuzjastycznie – magazyn „Road & Track” określił go „najbardziej satysfakcjonującym samochodem sportowym”. Jeden z samochodów trafił w ręce Steva McQueen – słynny aktor miał pecha i rozbił go na jednym ze skrzyżowań. Na szczęście uszkodzenia dało się naprawić. Sam samochód również był gwiazdą filmową – pierwszy egzemplarz (ten sam, który wcześniej startował w wyścigach) zagrał ważną rolę w filmie „Afera Thomasa Crowna”.

Choć początkowo samochód został chłodno przyjęty, z czasem zaczął zyskiwać na wartości. Dziś każdy z dziesięciu egzemplarzy 275 GTS/4 N.A.R.T. Spyder jest łakomym kąskiem dla kolekcjonerów. Wspomniany już pierwszy samochód z serii w 2005 r. zmienił właściciela za 4 mln. dolarów. Jeszcze większą cenę osiągnął egzemplarz z numerem 10709. Należący od początku do jednej rodziny samochód w 2013 r. sprzedano na aukcji RM Sotheby’s za 25 mln. dolarów.

 

Podziel się: