fbpx

Motoclassic Wrocław to więcej niż zlot aut klasycznych. To żywy dowód na to, że Polacy kochają motoryzację!

Na 10. edycji największego wydarzenia motoryzacji klasycznej na Dolnym Śląsku pojawiło się kilkaset absolutnie topowych samochodów. Przez cały weekend przebywały one na dopracowanym w każdym szczególe, pięknym terenie Zamku Topacz. A jednak na mnie największe wrażenie zrobił widok, którego doświadczyłem jeszcze przed bramą tego obiektu.

Tekst: Mateusz Żuchowski, redaktor naczelny Classicauto

Wejście na teren tegorocznej edycji Motoclassic Wrocław przypominało przybycie na (dobrze zorganizowany) festiwal muzyczny. Razem ze mną w jednym kierunku w niedzielny poranek podążały tysiące osób. Z tym że w to miejsce przyciągnęły ich nie gwiazda rocka czy młody raper, a przedwojenny Rolls-Royce, Alpine A110 z polską historią i Ferrari SF90 Stradale!

autor: Łukasz Bera

Dla mnie osobiście był to niesamowicie budujący widok. Przecież motoryzacja miała być już skreślona, zapomniana, miała już nikogo nie interesować! Tymczasem organizatorzy Motoclassic Wrocław udowodnili, że jest inaczej, mimo, że impreza ta wywodzi się z raczej specjalistycznej i trudnej dla szerszej publiczności formuły konkursu elegancji samochodów klasycznych.

Dziś Motoclassic to już coś o wiele więcej. Trzy dni zlotu, prócz będącego nadal głównym punktem programu konkursu elegancji, w którym obradowało jury prowadzone przez polskiego laureta Oscara Allana Starskiego, właścicielom aut klasycznych wypełniły jeszcze rajd turystyczny, przejazdy na regularność oraz próby sprawnościowe przeprowadzone na specjalnie przygotowanym odcinku o długości 1,5 km.

autor: Łukasz Bera

Kluczową zmianą było niemniej zaproszenie do podwrocławskiego zamku z XIV w. również przedstawicieli motoryzacji współczesnej. Na przestrzeni lat założenia Motoclassic były konsekwentnie poszerzane. Początkowo wydarzenie to było adresowane wyłącznie dla samochodów z przed- i powojennych; następnie stopniowo były włączane w nią modele z kolejnych dekad, aż w końcu dotarliśmy do momentu, w którym zlot opisywany jest jako dedykowany samochodom z lat 1886 – 1990.

Co to oznacza w praktyce? Że po trzyletniej przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa Motoclassic znów dało fanom motoryzacji rzadką szansę zobaczenia na własne oczy topowych okazów z najlepszych polskich kolekcji. Pod Wrocław ściągnęły jedne z najstarszych automobili przebywających w Polsce, których historia sięga jeszcze przełomu XIX i XX w. Wśród przedwojennych pozycji największe wrażenie zrobiło na mnie – już nie pierwszy raz zresztą obecne w tym miejscu – jedyne w naszym kraju Bugatti T40 z 1928 r. Wiele o rozwijającym się stanie polskiego rynku kolekcjonerskiego mówiła obecność światowego kalibru kolekcji Lamborghini. Wysoki poziom trzymała reprezentacja klasycznych modeli Rolls-Royce’a i Bentleya, a także co prawda licząca trzy pozycje, ale nosząca już znamiona kolekcji reprezentacja Maybacha.

autor: Łukasz Bera

Cieszył mnie fakt, że podobnie świadomy sposób myślenia dojrzałych kolekcjonerów reprezentowali również wystawcy z współczesnymi supersamochodami. Doskonale uzupełnili klimat imprezy takimi nowościami jak niedawno debiutującym BMW 3.0 CSL, McLarenem Elvą, czy też Ferrari SF90 Stradale, które jak widać równie dobrze dowodzi swojej wartości na torach wyścigowych, jak i w takich okolicznościach.

W podobnym kontekście wystąpiło tutaj Ferrari 488 Challenge Evo, którym w tym roku z powodzeniem startuje w europejskim pucharze Ferrari Challenge Szymon Ładniak. Zapewne dla wielu osób była to pierwsza szansa na poznanie tego dwudziestoletniego zawodnika z Lublina, o którym na pewno będzie jeszcze głośno w świecie wyścigów klasy GT.

autor: Łukasz Bera

Silna reprezentacja marki Ferrari była w dużej mierze zasługą La Squadry, która zaprezentowała w Zamku Topacz bardzo wysoki poziom przygotowania na kilku frontach. Przekrojowy profil działalności tej grupy widać było już na stoisku, na którym przestrzeń dzieliło Ferrari Roma i Volkswagen Transporter pierwszej generacji, lepiej znany jako Bulli.

autor: Łukasz Bera

Szczególnie duże wrażenie robiła strefa wchodzącej w skład portfolio La Squadry marki Alpine, na której pojawiły się zarówno najnowsze modele marki (dopiero co przybyły do Polski A110 R), jak i wysokiej klasy klasyczne A110. Największym wydarzeniem z całego tegorocznego Motoclassic było dla mnie osobiście ponowne pojawienie się na polskiej ziemi po pół wieku egzemplarza, który na przełomie lat 60. i 70. startował w Rajdzie Polski, jeździł po ulicach Warszawy, a nawet zawiózł w tamtych czasach jednego z najlepszych polskich zawodników rajdowych, Błażeja Krupę, do ślubu. Samochód po latach został zidentyfikowany w Niemczech i przywrócony do „polskiej” specyfikacji, co już samo w sobie stanowi temat warty oddzielnego artykułu.

autor: Andrzej Cieplik

Tegoroczną edycję Motoclassic opuszczałem więc bardzo podbudowany zarówno poziomem polskiej sceny samochodów klasycznych i kolekcjonerskich, która przez cały czas rozwija się i jakościowo, i ilościowo, jak i zainteresowaniem odbiorców. Jeśli jeszcze nie byliście na tej imprezie, to zdecydowanie warto zarezerwować sobie już teraz czas w sierpniu przyszłego roku.

czytaj także

Samochody
Sklep
Kontakt
Menu