27 stycznia 2018

Kimi Räikkönen: mistrz od niechcenia

Kibice uwielbiają go za bezkompromisowy styl i niechęć do PR-owych frazesów. Szefowie Scuderii Ferrari bardziej cenią jego czystą prędkość na torze i wkład w pracę zespołu. Kimi Räikkönen – ostatni mistrz świata w barwach Ferrari.

Artykuł ukazał się w 2. numerze magazynu "La Squadra". Tekst: Kuba Kozal. Fotografie: Ferrari

Dwa minione sezony były dla Kimiego dość trudne. Bolid zbudowany na 2014 r., według nowych przepisów, zupełnie Finowi nie odpowiadał. Choć samochód na 2015 r. był znacznie lepszy, na tle Sebastiana Vettela Kimi nie błyszczał. Szef Scuderii Maurizio Arrivabene nie miał jednak wątpliwości co do jego wartości. Mrukliwy Fin dostał kontrakt na sezon 2016.

Mocne wejście – 1979 r.

Gdy Jody Scheckter dołączył w 1979 r. do Scuderii Ferrari, zespół jeszcze zmagał się z odejściem Nikiego Laudy. Kędzierzawy, spoglądający na wszystkich wilkiem i bezpośredni do bólu kierowca z RPA szybkością i agresywnym stylem jazdy zwrócił uwagę samego Enza Ferrariego. „Dzikus z Afryki” – jak nazywali go koledzy – umiał już wtedy poskromić, przynajmniej na torze, swój wybuchowy temperament i przekuć go w znakomite tempo w wyścigu. Pierwszy sezon za kierownicą Ferrari 312T4 przyniósł trzy wygrane, a jego zwieńczeniem była korona mistrzowska, którą Scheckter zapewnił sobie już w przedostatnim wyścigu. Było to wyjątkowe osiągnięcie – wcześniej tylko Juan Manuel Fangio zdołał wygrać mistrzostwa w swoim debiucie dla Ferrari. Mając tytuł w kieszeni, kierowca z RPA stracił zainteresowanie wyścigami. Sezon 1980 przejeździł, by wywiązać się z kontraktu, i zakończył karierę. Dla Scuderii Ferrari nadeszły chude lata, które przerwał dopiero Michael Schumacher – 21 lat później.

Narodziny gwiazdy – 2007 r.

Dziesięć dni po ostatnim wyścigu sezonu 1979 w dalekiej Finlandii przyszedł na świat Kimi Matias Räikkönen. Już od debiutu w F1 w 2001 r. zwracał na siebie uwagę talentem i prędkością na torze. Ale w 2007 r. wielu obserwatorów F1 zastanawiało się, czy ten mrukliwy Fin odnajdzie się w Ferrari. Zajmował przecież miejsce siedmiokrotnego mistrza świata. Michael Schumacher doprowadził do dominacji Ferrari w F1, bo był nie tylko znakomitym kierowcą, ale też strategiem i politykiem. Niemiec miał wieloletni plan i realizował go z godną podziwu bezwzględnością. Kimi pytania o swoją wizję zbywał wzruszeniem ramion – jego interesowała tylko jak najlepsza jazda. O dziwo, to podejście sprawdziło się całkiem nieźle. Mimo że ekipę opuściły wcześniej kluczowe w erze Schumachera osoby, z Rossem Brawnem na czele, F2007 był udanym bolidem. Kimi aż sześć razy stanął na najwyższym stopniu podium. Choć przed ostatnim wyścigiem był dopiero trzeci w punktacji, w Brazylii pojechał koncertowo, zapewniając sobie pierwszy tytuł mistrza świata z przewagą 1 punktu – tak jak Scheckter, wygrywając w swoim debiutanckim sezonie dla Scuderii.

Wielka ucieczka – 2009 r.

Kolejne dwa sezony były w wykonaniu Räikkönena dość przeciętne. Zdaniem wielu komentatorów Fin stracił motywację do jazdy, jak przed laty Scheckter. Sytuację wykorzystał Fernando Alonso, który już od kilku sezonów ostrzył sobie zęby na posadę w Ferrari. Negocjacje z Hiszpanem prowadzono za plecami Kimiego, ale ten szybko wyczuł zmianę atmosfery w teamie. Dlatego bez oporów przyjął propozycję skrócenia kontraktu w zamian za sowite wynagrodzenie. Iceman widział już dla siebie inne zajęcie.

W nowym świecie – 2011 r.

Dwa sezony spędzone w samochodzie rajdowym w mistrzostwach WRC można różnie oceniać. Räikkönen nigdy do końca nie potrafił zaufać podpowiedziom pilota. Na testach, gdy znał trasę na pamięć, był fenomenalnie szybki. W trakcie rajdu zbyt często popełniał błędy, które kończyły się spektakularnymi wypadkami. Kimi jednak był zadowolony. Świat WRC był w mniejszym stopniu opanowany przez politykę i plotki, zostawała mu tylko przyjemność z jazdy. Kilka razy udało mu się dojechać do mety w pierwszej dziesiątce, dzięki czemu jako drugi kierowca z Formuły 1 zdobył punkty w rajdach zaliczanych do mistrzostw świata. Pierwszym był inny kierowca Scuderii Ferrari – Carlos Reutemann. Kilka lat później do tego grona dołączył Robert Kubica.

Powrót syna marnotrawnego – 2012 r.

Eksperymenty z WRC i wyścigami NASCAR może i były ciekawe, ale Kimi zaczął tęsknić za bolidem F1. To uczucie było tak silne, że Iceman był gotów nawet wytrzymać znienawidzoną przez niego otoczkę Formuły 1. Na początku 2012 r. Fin usiadł za kierownicą czarnego Lotusa. Dwa lata w szybko zmieniającym się sporcie, jakim jest F1, to przepaść. Pokazał to niezbyt udany powrót Michaela Schumachera po trzyletniej przerwie. Kimi jak zwykle nie przejmował się tym wszystkim. Chciał usiąść za kierownicą i pojechać jak najlepiej. I znowu miał rację. Dwa zwycięstwa i 13 miejsc na podium w ciągu dwóch lat startów w mocno niedoinwestowanej ekipie Lotusa pokazały, że wciąż ma w sobie to coś!

„Kimi wraca do Ferrari!” – 2014 r.

Pod koniec 2013 r. to była jedna z najważniejszych wiadomości w świecie F1. Czy Fin zapomniał afront wyrządzony mu przez włoski team w 2009 r.? Czy nie boi się zepchnięcia na drugi plan przez ekspansywnego i kapryśnego Fernanda Alonso? Kto w garażu Ferrari będzie w obozie Fina, a kto po stronie Hiszpana? Światek F1 huczał, a Iceman podchodził do tego z właściwym sobie spokojem. Nigdy nie ukrywał, że powodem opuszczenia Lotusa były względy finansowe. A skoro najlepsza oferta na 2014 r. przyszła z Maranello, to wybór był prosty. Przechodzącej wówczas ostrą transformację ekipie wyraźnie zależało na powrocie Fina. Po raz pierwszy od czasu powrotu Gerharda Bergera w 1993 r. Scuderia przyjęła do swoich szeregów kierowcę, który już kiedyś dla niej jeździł.

Mechanicy i inżynierowie zespołu Ferrari byli pod wrażeniem nowego podejścia Fina do pracy.

Kimi 2.0 – 2014 r.

Mechanicy i inżynierowie zespołu Ferrari byli pod wrażeniem nowego podejścia Fina do pracy. Kimi, który wcześniej rękami i nogami bronił się przed pracą w symulatorze, chętnie z niego korzystał. Częściej odwiedzał fabrykę w Maranello i nawiązywał lepszy kontakt z mechanikami. Kimi 2.0 stał się perfekcjonistą. To wszystko było odbiciem rewolucji w prywatnym życiu kierowcy. W 2014 r. jego trwające 10 lat małżeństwo z Jenni Dahlman zakończyło się rozwodem. Miejsce Jenni zajęła w życiu Kimiego fińska modelka i trenerka fitness Minttu Virtanen. W styczniu 2015 r. urodził im się pierwszy syn – Robin.

Kierowca nr 2? – 2015 r.

Ferrari F14T z 2014 r. zdecydowanie nie odpowiadało stylowi jazdy Kimiego. Trudny do wyczucia przód uniemożliwiał mu wyciśnięcie z bolidu wszystkich możliwości. Sezon 2015 był o wiele lepszy i Räikkönen znów pojawił się na podium. Znowu zaczęły się dla niego dobre czasy. Kimi cieszy się zaufaniem szefa teamu, a u boku ma jednego z niewielu kierowców F1, z którymi się przyjaźni – Sebastiana Vettela. To nic, że Niemiec jest szybszy, a media spychają Kimiego do roli kierowcy numer 2. Iceman zamierza znów wsiąść do bolidu i cieszyć się jazdą. W końcu to on wciąż jest ostatnim mistrzem świata w barwach Ferrari.

Cytaty z Kimiego

Iceman jest znany z niechęci do udzielania wywiadów i odpowiadania na pytania, które uważa za głupie. Stąd jego wypowiedzi często odbiegają od tego, co chcieliby usłyszeć dziennikarze…

  • Kimi, jak to jest jechać z prędkością 300 km/h? – Normalnie.
  • Kimi, a jak do sezonu przy gotował się twój kolega z teamu? – Nie wiem. Może spytajcie jego?
  • Czy to prawda, że czasem nudzisz się za kierownicą? – Tak, gdy jestem na prowadzeniu z dużą przewagą. Zaczynam wtedy myśleć o innych rzeczach albo bawić się przyciskami na kierownicy.

Kimi nie oszczędza też swoich inżynierów wyścigowych. Fin nie lubi rozmawiać przez radio w trakcie jazdy…

  • Zostaw mnie w spokoju, wiem, co robię! – do inżyniera, który chciał informować go na bieżąco o sytuacji na torze.
  • Ten gość wypycha mnie z toru za każdym razem, gdy się z nim zrównam. Jeżeli tak można, to za chwilę zrobię mu to samo! – podczas pojedynku z Maxem Verstappenem.
  • Nie krzycz, k…! Przepuszczę go, jak będzie miejsce, a nie w szybkich zakrętach! – na prośbę inżyniera, by przepuścić kolegę z teamu.
  • Cały czas to robię. Nie musisz mi powtarzać co pięć minut! – po prośbie zespołu, by oszczędzał opony.

Podziel się: