28 maj 2020

Apetyt na słońce

Najszybszy sposób na elegancką opaleniznę to jazda odkrytym Ferrari. Historia marki zaczęła się w 1947 r. od wyścigowego modelu 125 S, który miał nadwozie pozbawione dachu, ale to późniejsze kabriolety Ferrari z dużymi silnikami stały się ulubionymi autami pięknych i bogatych.

Gdy Enzo Ferrari w 1947 r. prezentował pierwszy samochód wyścigowy oficjalnie noszący jego nazwisko, gospodarka Włoch wciąż była zrujnowana udziałem kraju w II wojnie światowej. Model 125 S z małym, zaledwie półtoralitrowym silnikiem V12 otrzymał jednak otwarte nadwozie nie z biedy i braku materiałów do stworzenia wersji coupé. To samochód, który miał startować w wyścigach, a więc musiał nawiązywać parametrami do istniejących aut wyczynowych z tamtej epoki właśnie z odkrytymi karoseriami. Zapewniało to lekkość konstrukcji i łatwość dostępu do wnętrza przez kierowców i mechaników. Sukcesy sportowe 125 S i późniejszych modeli serii 166 oraz 195 ugruntowały pozycję Ferrari jako producenta samochodów z najwyższej półki. Po kilku latach udanych startów przyszedł czas na pierwsze samochody dla prywatnych klientów do użytku drogowego. Wśród nich od razu pojawiły się kabriolety z dużymi i mocnymi silnikami umieszczonymi pod długimi maskami.

Trzy z sześciu

Jest rok 1952. Ferrari prezentuje model 342 America, którego nazwa jest ukłonem w kierunku klienteli zza Atlantyku poszukującej europejskiej egzotyki. Samochód powstaje tylko przez rok i na drogi wyjeżdża zaledwie sześć egzemplarzy. Trzy jako coupé zaprojektowane przez Pininfarinę, a dwa jako kabriolety spod ręki tego samego mistrza. Szósty samochód, także cabrio, to dzieło innego włoskiego stylisty – Vignale. Wszystkie wyposażone były w nowy silnik konstrukcji Aurelio Lamprediego, V12 o pojemności 4,1 litra i mocy 200 KM. Model 342 Cabriolet wpadł w oko królowi Belgii, Leopoldowi III, który w 1953 r. zamówił i odebrał swój egzemplarz z nadwoziem Pininfariny.

Pierwszy transaxle w historii

Po udanych Ferrari serii 250, które także występowały jako kabriolety zaprojektowane i produkowane przez Pininfarinę (250 GT) oraz Scaglietti (250 GT California Spyder) w latach 1957-1963, przyszedł czas na model 275 GTS. Trzylitrowy silnik V12 został powiększony do pojemności 3,3 l, a jego moc wynosiła 260 KM, czyli była o 20 KM mniejsza niż w zamkniętej wersji Berlinetta. Kabriolet miał być mniej skupiony na osiągach, a bardziej na dostarczaniu przyjemności z eleganckiej jazdy. I tak też było, choć technologicznie samochód był bardzo zaawansowany. Ferrari 275 było pierwszym modelem w historii firmy, w którym zastosowano układ transaxle z silnikiem umieszczonym pod przednią maską i skrzynią biegów zlokalizowaną przy tylnej osi. Takie rozwiązanie pomagało w optymalnym rozkładzie mas i stosowane jest do dziś przez markę Ferrari w modelu California T. Na kartach historii zapisało się też 10 sztuk Ferrari 275 GTB/4 N.A.R.T. Spyder, samochodów, które zamówił dealer z USA Luigi Chinetti w Carrozzeria Scaglietti. W 2013 r. jeden z zachowanych egzemplarzy z 1967 r. uzyskał na aukcji w kalifornijskiej Pebble Beach zawrotną cenę 27,5 mln dolarów.

Gwiazda filmowa

Ferrari 275 GTS zastąpione zostało w 1966 r. modelem 330 GTS, który zgodnie z obowiązującą wówczas nomenklaturą miał cylindry o pojemności 330 cm3. Z kolei jego następcą był model 365 w dwóch odmianach nadwoziowych: GTS oraz bardzo rzadkiej – California z długim i krótkim rozstawem osi. Pojemność silnika wzrosła do 4,4 l, a moc – do 320 KM. Kabriolety Ferrari miały jednak wciąż bardziej łagodny charakter od swoich odpowiedników ze sztywnymi dachami. Ten trend zmienił się z pojawieniem się modelu 365 GTS/4, który bazował na 365 GTB/4 i znany jest do dziś lepiej jako „Daytona”. Swój nieoficjalny przydomek model ten zawdzięczał sukcesowi marki podczas wyścigu 24h Daytona w 1967 r., w którym samochody z Maranello zajęły trzy pierwsze miejsca. Ferrari 365 GTS/4 otrzymało taki sam silnik jak Berlinetta (4,4 l, V12, 353 KM) i mogło się pochwalić takimi samymi jak ona osiągami. To oznaczało przyspieszenie do 100 km/h w nieco ponad 5 s i prędkość maksymalną na oszałamiającym poziomie 280 km/h. Wersja cabrio prawdziwy rozgłos zyskała dzięki pojawieniu się w serialu „Miami Vice” jako samochód policjanta Sonny’ego Crocketta granego przez Dona Johnsona. W rzeczywistości w pierwszym i drugim sezonie pojawiła się replika Ferrari zbudowana na bazie Chevroleta Corvette.

Powrót po latach

Przez trzy dekady od zaprzestania produkcji 365 GTS/4 Ferrari oferowało swoje Spidery na bazie mniejszych modeli z silnikami V8 umieszczonymi centralnie – od 348 po 360. Dopiero w 2000 r. pojawił się pomysł na przywrócenie do produkcji dużego cabrio z silnikiem V12 pod przednią maską. Pretekstem była 70. rocznica założenia firmy Pininfarina, z którą Ferrari pracowało od wielu dekad. Efekt to limitowany do 448 szt. model 550 Barchetta Pininfarina bazujący na Ferrari 550. Oznaczenie cyfrowe odnosiło się do 5,5-litrowej pojemności silnika, który generował 485 KM. Jeszcze mocniejsze było pięć lat później Ferrari 575M Superamerica. Pierwsze z innowacyjnym dachem Revocromico, który w 10 s obracał się z pokrywy bagażnika nad głowy kierowcy i pasażera. Jego tafla była przezroczysta i miała właściwości elektrochromatyczne, co pozwalało na przyciemnienie szkła po dotknięciu guzika. Silnik V12 o pojemności 5,75 l miał niebagatelną moc 540 KM i pozwalał osiągnąć 320 km/h, czyniąc Barchettę najszybszym kabrioletem w swoim czasie.

Kolejne rocznice

Dziesięć lat po prezentacji 550 Barchetta Ferrari postanowiło uczcić 80. rocznicę powstania firmy Pininfarina kolejnym kabrioletem. To model SA Aperta bazujący na Ferrari 599 z silnikiem V12. Tym razem jednak, w celu ograniczenia masy samochodu i uniknięcia montażu skomplikowanego mechanizmu, zdecydowano się na zastosowanie miękkiego dachu, który można ręcznie rozpiąć nad kabiną w wyjątkowych sytuacjach. Drugim modelem, który zadebiutował w ostatnich latach jako limitowana seria dla uczczenia ważnej rocznicy, jest Ferrari F60 America. Samochód bazuje na modelu F12 i jest 780-konnym prezentem z okazji 60. rocznicy rozpoczęcia sprzedaży Ferrari na rynku amerykańskim. Ten upominek trafił do zaledwie 10 starannie wyselekcjonowanych szczęśliwców, podobnie jak wspominane już Ferrari 275 GTB4 N.A.R.T. Spyder w 1967 r.

 

Powrót do Californii

Rok 2008 przyniósł prezentację zupełnie nowego modelu, który uzupełnił ówczesną gamę składającą się z centralnosilnikowego F430 oraz dużego gran turismo oznaczonego 599. Kabriolet ze składanym, sztywnym dachem otrzymał nazwę California nawiązującą do dwóch wspaniałych poprzedników. Sugerowały to też elementy stylizacji takie jak szeroki grill z prostokątnymi podziałkami w przednim zderzaku, wlot powietrza na masce i wypusty na przednich błotnikach. Poza sentymentalnymi nawiązaniami samochód reprezentował najnowsze osiągnięcia techniki. Silnik, zmodyfikowane wolnossące V8 z modelu F430, po raz pierwszy w historii marki połączony został z siedmiobiegową dwusprzęgłową skrzynią umieszczoną przy tylnej osi (układ transaxle). Przez kilka lat oferowana była też skrzynia manualna, ale nowy automat tak przypadł klientom do gustu, że na ręczną przekładnię zdecydowało się zaledwie kilku klientów. Hamulce karbonowo-ceramiczne dostępne były w wyposażeniu seryjnym, przenosząc technologię wyczynową z toru wyścigowego wprost na krętą drogę publiczną. Wnętrze Californii to typowe 2+2 dające możliwość przewiezienia dorosłych pasażerów na tylnych siedzeniach na krótkich trasach lub posadzenia tam dwójki dzieci. Nawet po złożeniu aluminiowego dachu, który pozwalał zachować optymalny rozkład mas, w bagażniku zostawało sporo miejsca na bagaże. Te wszystkie zalety sprawiły, że Ferrari California przyciągnęło do marki nowych klientów. Szybko okazało się, że samochód może pełnić funkcję całorocznego nawet w wymagających warunkach pogodowych, a właściciele cenią sobie sportowe osiągi w praktycznym nadwoziu. W 2014 r. Ferrari przedstawiło model California T, który oprócz odświeżonego wyglądu przyciągnął nabywców zupełnie nowym, silnikiem V8 biturbo o mocy aż 560 KM. To o 100 KM więcej od pierwszej Californii, ale jeszcze ważniejszy jest maksymalny moment obrotowy – aż 755 Nm, który gwarantuje najszybszą opaleniznę pod słońcem.

 

Nie tylko V12 pod maską

Z przyjemności jazdy bez dachu mogą się cieszyć także właściciele Ferrari z centralnie umieszczonymi silnikami, które uznawane są za ostrzejsze od modeli w duchu gran turismo.

Odkąd gamę marki uzupełnił w 1975 r. model 308 GTB z centralnie montowanym silnikiem V8, każdy jego następca oferowany był w wersji ze zdejmowanym dachem. Początkowo były to ręcznie demontowane sztywne panele typu targa jak w 308 i 328, potem do wersji GTS dołączyły także odmiany Spider z miękkimi dachami (348, F355, 360 Modena i F430), by wreszcie ustąpić miejsca elektrycznie składanemu sztywnemu dachowi w Ferrari 458 Italia. Dziś tradycję najszybszych kabrioletów z centralnie umieszczonym silnikiem V8 kontynuuje Ferrari 488 Spider, który zapewnia osiągi godne supersamochodów. Podwójnie doładowany silnik V8 zapewnia moc 670 KM. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h to zaledwie 3 s, a prędkość maksymalna przekracza 325 km/h!

 

Zaledwie 5 lat od powstania firmy Ferrari, w 1953 r. swój egzemplarz modelu 342 America Cabriolet zamówił i odebrał król Belgii Leopold III.

Większość kabrioletów Ferrari z lat 60. trafiała do USA w ręce przemysłowców i gwiazd filmowych. Dla uhonorowania tamtejszych klientów firma nazwała swoje odkryte wersje modeli 250 i 365 przydomkiem „California”. Do dziś tamtejszy rynek ma dla Ferrari olbrzymie znaczenie. Stąd m.in. pojawienie się ostatnio modeli 575M Superamerica, F60 America oraz California T.

Do tej pory wszystkie kabriolety Ferrari powstawały na bazie wersji Berlinetta. California jest pierwszym, stworzonym od podstaw modelem ze składanym dachem. To coupé i cabrio w jednym nadwoziu.

 

Fotografie: archiwum Ferrari.

Podziel się: