5 lutego 2021

Zagrożony gatunek

Żyjemy w intensywnych czasach. Klimat, zrównoważony rozwój, odpowiedzialność ekologiczna, odnawialne źródła energii, paliwa kopalne, emisje gazów – te słowa są i jeszcze przez wiele lat będą odmieniane przez wszystkie przypadki. Czy w ta kim świecie jest jeszcze miejsce dla klasycznego silnika V12?

tekst: Kuba Kozal, fotografie: Andrzej Cieplik

Za naciśnięciem czerwonego przycisku na kierownicy 6,5-litrowy silnik V12 budzi się do życia. Już na jałowym biegu jego pomruk jest piękną muzyką. Wciskanie gazu o każdy kolejny milimetr budzi coraz bardziej wyrazistą i przejmującą symfonię. Wsłuchajmy się uważnie, bo to mogą być ostatnie takie dźwięki. A może nie?

Ta okropna dwunastka

W ostatnich latach Ferrari włożyło wiele wysiłku, by dostosować swoje samochody do współczesnych wymagań. Średnia emisja CO2 dla całej gamy marki jest dziś o przeszło 30 proc. niższa niż w 2008 r. Plany na kolejne lata zakładają dalsze obniżanie emisji. Nie mówiąc już o tym, że wszystkie obecne jednostki napędowe marki spełniają normę Euro 6d-TEMP. Ale to nie koniec drogi. Unia Europejska i Chiny coraz bardziej zaostrzają ograniczenia dotyczące emisji. Tak jak wszyscy producenci, Ferrari radzi sobie, zmniejszając pojemność silników, dodając turbiny i wspomagając się silnikami elektrycznymi. Jednak co z atmosferycznym, potężnym V12?

Dziedzictwo pod ochroną

Podczas gdy inni producenci rezygnują z produkcji takich jednostek, marka z Maranello zapowiada, że będzie z całych sił bronić silnika V12. W końcu to część DNA Ferrari. Inżynierowie marki już opatentowali kilka rozwiązań, które pozwolą zwiększyć wydajność tej jednostki. Przed nimi wielkie wyzwanie – muszą sprostać nie tylko coraz bardziej rygorystycznym przepisom dotyczącym emisji i hałasu, ale też oczekiwaniom klientów, którzy przecież chcą tego, co Ferrari zawsze im dawało: niezrównanych doznań z jazdy. Czy im się to uda? Przekonamy się. A na razie cieszmy się tym, co oferuje nam 812 Superfast.

Podziel się: