8 lutego 2020

Łamacz serc

Symbol seksu, ikona buntu, złoty chłopak amerykańskiego kina lat 50. – James Dean – w tym roku skończyłby 89 lat. Jednym z istotnych elementów wizerunku gwiazdora była jego pasja do sportowych samochodów.

Fotografie: Ferrari, Bonhams, Wikipedia

Nieodłączną częścią legendy Jamesa Deana są samochody – zwłaszcza wyścigowe modele Porsche. Jeździł nimi na co dzień i ścigał się w lokalnych wyścigach. To właśnie za kierownicą wyścigowego Porsche 550 zginął w wypadku, jadąc na kolejne zawody. Ale choć Dean upodobał sobie niemiecką markę, jak każdy miłośnik samochodów potrafił docenić też inne maszyny.

James Dean podziwiający Ferrari 500 Mondial (fot. Bonhams)

 

Jak magnes

Samochodem, który przyciągał Deana jak magnes, było Ferrari 500 Mondial z 1954 r. Aktor zobaczył je podczas zawodów w Santa Barbara. Należącym do kalifornijskiego dealera Porsche Johna von Neumanna samochodem startowali jego żona Josie (w wyścigu Ladies’ Race) i lokalny kierowca wyścigowy Bill Pringle (w głównym wyścigu). Ferrari zafascynowało Deana – zachowało się kilka fotografii, na których aktor podziwia detale auta i przymierza się do niego za jego kierownicą. Czy zamieniłby swoje Porsche na Ferrari? Nigdy się nie dowiemy – kilka miesięcy później Dean zginął w wypadku na środku pustkowia…

Porfirio Rubirosa i jego Ferrari (fot. Bonhams)

 

Niebieska strzała

Na czarno-białych zdjęciach nie widać, że Ferrari von Neumanna było niebieskie. W takim bowiem kolorze zamówił je w Maranello jego pierwszy właściciel – Porfirio Rubirosa. O tej postaci trudno nie wspomnieć – przy nim biografia Deana może wydawać się nudna.

Rubirosa pochodził z Dominikany, ale jako syn dyplomaty wychowywał się w Paryżu. Do ojczyzny powrócił, by studiować, jednak zamiast tego wstąpił do armii. W trakcie służby poznał swojego przyszłego teścia – Rafaela Trujilla, prezydenta, a później dyktatora Dominikany. Relacja z Trujillem wpłynęła na dalsze życie Porfiria – począwszy od szybkich awansów w wojsku po karierę dyplomaty, którą rozpoczął w 1936 r., obejmując stanowisko w ambasadzie Dominikany w Berlinie. W 1939 r. był w Paryżu, gdy miasto zajęli Niemcy. W 1953 r. w Hawanie był świadkiem kubańskiej rewolucji. Był ambasadorem Dominikany m.in. w Rzymie, Buenos Aires czy Brukseli.

Rubirosa i gwiazda ekranu z lat 50. XX w. Zsa Zsa Gabor

 

Nazywam się Rubirosa. Porfirio Rubirosa

Choć historyczne źródła opisują Rubirosę jako zdolnego dyplomatę, większość jego czasu i uwagi zajmowały jednak inne sprawy – polo, piękne kobiety i szybkie samochody. W każdej z tych dziedzin zdobył światową sławę. Rozwód z Flo Trujillo o dziwo nie zachwiał jego pozycją w otoczeniu dyktatora, a kolejne małżeństwa przyniosły mu wyraźną poprawę sytuacji finansowej – dwie z jego pięciu kolejnych żon należały do najbogatszych kobiet świata. Rubirosa miał też romanse z licznymi gwiazdami tamtych czasów – na tej liście można znaleźć m.in. Marylin Monroe, Zsa Zsę Gabor, Evę Peron, Veronicę Lake, Judy Gardner, Ritę Hayworth i wiele innych.

Oprócz intratnych rozwodów Rubirosa dorobił się w latach 30. XX w. na sprzedaży wiz Żydom uciekającym z Europy, a także na przemycie kosztowności. Był także podejrzewany o co najmniej współudział w zabójstwach kilku przeciwników politycznych swojego teścia. Czarujący playboy z ekscentrycznymi hobby i licencją na zabijanie – skojarzenie z Jamesem Bondem jest tu całkiem na miejscu. Porfirio i Ian Fleming, twórca postaci najsłynniejszego szpiega świata, dobrze się znali. Choć Fleming nigdy tego nie potwierdził, wielu badaczy uważa, że to właśnie „Rubio” był pierwowzorem agenta 007.

Odrestaurowane Ferrari 500 Mondial podczas konkursu w Pebble Beach

 

Ważny klient Enza

Samochody zajmowały w życiu Rubirosy bardzo ważne miejsce. Był utalentowanym kierowcą amatorem. Dwukrotnie startował w Le Mans (obu wyścigów nie ukończył), a raz nawet zgłosił się do Grand Prix Formuły 1 – z powodu choroby nie mógł jednak wystartować. Ferrari było z pewnością jego ulubioną marką. W 1950 r. kupił swoje pierwsze 166 MM. Trzy lata później wymienił je na nowsze 166 MM – na jego prośbę Ferrari zmieniło numer seryjny nowego samochodu na taki sam jak w poprzednim egzemplarzu, by mógł uniknąć podatków i cła. Później przez jego ręce przeszły modele 375, trzy egzemplarze 500 Mondial i 625 LM – wszystkie przeznaczone do wyścigów. W latach 60. XX w. Rubirosa przesiadł się do drogowego Ferrari 250 GT Cabriolet – pierwszy egzemplarz był czerwony, drugi srebrny. To właśnie za kierownicą srebrnego 250 GT Cabriolet Rubirosa w lipcu 1965 r. miał wypadek, który zakończył jego barwne życie.

4-cylindrowy silnik modelu 500 Mondial odtworzono od podstaw wykorzystując oryginalne rysunki techniczne Ferrari

 

Burzliwe losy

Niebieskie Ferrari 500 Mondial z numerem seryjnym 0438MD, którym zachwycał się Dean, było pierwszym z trzech egzemplarzy, które przeszły przez ręce Rubirosy. „Rubio” wystartował nim tylko raz, w kalifornijskim wyścigu w Santa Barbara. Zaraz później sprzedał auto von Neumannowi. Startowali nim m.in. Richie Ginther i Phil Hill. Później auto dostało większy, 3-litrowy, 4-cylindrowy silnik z modelu 750 Monza. W 1957 r. samochód (bez silnika) kupił Lew Yates – pod maskę trafił tańszy silnik V8 Chevroleta i do 1960 r. auto brylowało jeszcze na torach wyścigowych. Z czasem jednak stawało się coraz mniej konkurencyjne i w końcu spotkał je ten sam los, który przypadł wielu innym samochodom sportowym – zdekompletowane, pozbawione silnika, niszczało zamknięte w szopie, przechodząc z rąk do rąk. W 1992 r. samochód został odrestaurowany i wyposażony w silnik z kolejnego 750 Monza. W 2013 r. auto przeszło następną restaurację, tym razem w pracowni Ferrari Classiche. Specjaliści z Maranello przywrócili samochód do oryginalnej specyfikacji, w niebieskim kolorze wybranym przez Rubirosę. Oryginalny, 2-litrowy silnik uległ zniszczeniu w latach 50. XX w., dlatego w Maranello skonstruowano zupełnie nową jednostkę według oryginalnych rysunków, zachowując wszystkie cechy ówczesnego motoru. Tak odnowiony samochód zdobył liczne nagrody podczas konkursu elegancji w Pebble Beach w 2015 r.

Podziel się: