26 lutego 2021

1000 mil

Po włosku Mille Miglia oznacza po prostu tysiąc mil. Ale dla każdego fana Ferrari te dwa słowa to znacznie więcej – to rajd legenda, to niesamowite zwycięstwa samochodów z Maranello, to niezapomniane występy Nuvolariego. A dziś to szansa, by przeżyć prawdziwą przygodę.

Artykuł ukazał się w 10 numerze magazynu La Squadra. Tekst: Marcin Pawelak, fotografie: Tomasz Sarna, Jakub Pietrzak

Historia rajdu sięga roku 1927. Przez lata jego formuła była modyfikowana, a po tragicznych wydarzeniach z 1957 r. przez 20 lat w ogóle nie był organizowany. W latach 70. XX w. został wskrzeszony jako rajd na regularność dla samochodów zabytkowych i w tej formie odbywa się do dziś. W imprezie mogą uczestniczyć auta, których odpowiedniki choć raz brały udział w oryginalnej wersji rajdu w latach 1927-57. Ale obok głównych zawodów odbywają się także imprezy towarzyszące – jedną z nich jest Ferrari Tribute to Mille Miglia, w której klasyfikowane są tylko auta z Maranello.

 

W gronie seniorów

Zgodnie z nazwą trasa rajdu liczy 1000 mil, czyli ok. 1600 km. Pętla zaczyna się w Brescii i biegnie malowniczymi drogami Lombardii i Toskanii, zahaczając też po drodze o Rzym. Niezależnie od tego, czy startujesz zabytkową Lancią z 1927 r., czy współczesnym Ferrari – liczą się niezawodność samochodu oraz dyscyplina i organizacja załogi. Start w Mille Miglia był dobrym zakończeniem tego dziwnego roku – ze względu na pandemię rajd odbywał się jesienią. Aby wyzwanie było jeszcze ciekawsze, wybraliśmy się tam z naszym Ferrari F40. Sprawdziliśmy je już wcześniej na torze Silesia Ring i podczas Corsa Baltica z Katowic do Gdańska – o jego niezawodność byliśmy więc spokojni. Warto dodać, że nasze auto było jednym z najstarszych w stawce 68 Ferrari – tylko dziewięciu uczestników jechało autami wyprodukowanymi przed rokiem 2000.

Cztery dni przygody

Rajd wystartował w czwartek 22 października i trwał do niedzieli. Każdy dzień to kilkaset kilometrów jazdy zgodnie z trasą wyznaczoną przez organizatora i zdobywanie punktów. Rozpoczynaliśmy rywalizację wczesnym rankiem i dojeżdżaliśmy na metę późnym wieczorem. Nie ze względu na wolną jazdę, bo ten rajd dawał możliwość sprawdzenia swojego samochodu niemal tak samo jak na torze wyścigowym. Codziennie mnóstwo czasu zajmowało wykonywanie zadań rozpisanych w książkach z opisem trasy. Na każdy dzień mieliśmy osobną, grubą książkę drogową, co wymagało ciągłej pracy kierowcy i pilota. W końcu w niedzielę dotarliśmy do mety. Niewyspani, zmęczeni, ale też pełni satysfakcji z ukończenia tych zawodów. Zostaliśmy sklasyfikowani na 25. miejscu, co dla debiutantów jest całkiem dobrym wynikiem. Zostały wspomnienia i ochota na powtórkę, może jeszcze bardziej wymagającym samochodem…

 

Podziel się: